Czas w dalszym ciągu limitowany, nie wiadomo czy bardziej absorbująca jest nowa praca czy praca magisterka, czy zwyczajnie wizja nieuchronnie zbliżającego się końca roku, a co za tym idzie miliona niedokończonych w tym roku spraw.
Brak czasu = jedzenie w biegu, dotychczas kojarzące mi się z pożeraniem pączka biegnąc Krakowską - od dzisiaj jest to fast food rodem z Hamburga, który wcale taki "fast" nie był - ale absolutnie nie żałuję, bo zupa brokułowa powaliła mnie na łopatki! I jeszcze do tego spora łycha śmietany i garść pietruszki - wspaniale i pysznie!
Tak, tak, drogi Hamburgu przebiliście smakiem brokułową mojego domowego Masterchefa!
(serio, trudno było Go przebić w zupie brokułowej)
Stwierdzając, że pochłonę konia z kopytami poprosiłam jeszcze o hamburgera bałkańskiego - uwierzcie mi na słowo, że to chyba jedna z lepszych rzeczy jaką było mi dane zjeść.
Podsumowując - nie wiem kiedy Hamburg się przeprowadzi, ale jestem pewna, że jest to jedynie kwestią czasu i mówię to nie bez powodu. Ilość klientów w tak małym pomieszczeniu chyba zaskoczyła mnie najbardziej. Grzecznie w ogonku czekali żeby złożyć zamówienie, odebrać i błyskawicznie pochłonąć, uwierzcie nie da się jeść powoli, bo zwyczajnie jest za dobre :)

Zgadzam się, i mam nadzieje,że Opolanie docenia ten bar bardziej jak te świńskie nieświeże kebaby i zaczną zdrowiej spożywać fastfoody.
OdpowiedzUsuńNo i sałaki...mają bardzo pyszne.
a sałatki nie jadłam jeszcze, a jaką Pani poleca? :)
Usuń